piątek, 8 marca 2013

Dzień Kobiet

Najlepszego z okazji Dnia Kobiet!
Według mnie to święto jest lepsze od Walentynek... o wiele lepsze! Dostałam różyczkę i sie ciesze jak głupia x3 Więc z tej pięknej okazji wymyśliłam sobie jednorazówko-coś. Nudzie mi się chyba i to bardzo... jednak jakoś mi to nie wyszło i nawet żałuje ze to wstawiam ale już obiecałam xD Jak nie chcesz to nie komentuj xD
Jeszcze raz naj naj i zapraszam do czytania... więc co by było gdyby chłopacy byli kobietami...
 

Otworzyłam oczy spoglądając na kalendarz. Jest dzisiaj 8 marca czyli Dzień Kobiet. Jestem ciekawa czy chłopacy coś wymyślili z okazji tego dnia. Wstałam poprawiając włosy i w piżamie wyszłam z pokoju. Wszyscy chyba spali ponieważ nikogo nie było słychać. Zauważyłam że drzwi od pokoju Carlosa zaczęły się otwierać a przez nie wyszła jakaś… brunetka? Była w samej bieliźnie, miała długie ciemne włosy i ciemną karnacje. Otworzyłam szeroko usta i przewaliłam sobie z liścia, miałam nadzieje ze to sen!
- Eeeee… cześć… ty… tam… eeee – wskazałam na pokój.
- Ja tam śpię – zaśmiała się słodko – cześć kochanie – podeszła do mnie i chciała pocałować. Szybko odepchnęłam ją od siebie z obrzydzeniem. Jakie pocałować?!
- Powaliło cię?! Najpierw wychodzisz sobie z pokoju mojego chłopaka jak gdyby nigdy nic a teraz chcesz mnie pocałować?! – krzyknęłam przerażona.
- Pati dobrze się czujesz? To ja, Carlos – uśmiechną się. Matko… mój chłopak jest dziewczyną! Ale jak to… jak to możliwe do cholery?! Zrobiłam wielkie oczy i zaczęłam krzyczeć na cały głos. Nagle przestraszona przybiegła Sylwia z Vai… do nich dołączyła trójka innych dziewczyn.
- Czemu jest aż 6 dziewczyn? – zapytał „Carlos”.
- Co ty gadasz… - zaczęła jakaś blondynka patrząc w dół – ja mam cycki?! – zaczęła się macać po ciele wystraszona – jestem dziewczyną! Dlaczego ja jestem dziewczyną?!
- Znaczy że – Sylwia podeszła do jakieś brunetki z grzywką – James?
- Taaaak? – kiwną głową również macając się po ciele. Chłopacy zamienili się w dziewczyny… What the fuck?
- Dobre aktorki z was… ohhh kto by się spodziewał takiego prezentu na dzień kobiet – zaśmiała się Vai. Podeszłam bliżej tego Carlosa i zobaczyłam że to jest on… oni na prawdę są dziewczynami!
- Uzgodnijmy coś która jest którym – spojrzałam na nich zagubiona – blondynka to jest Kendall, grzyweczka to James, latynoska to Carlos a ta z ciemnymi włosami to Logan – wskazałam na nich – to jest chore… znam życie to tylko głupi sen – chwyciłam się za głowę.
- Ja chce wiedzieć jak to się stało?! – krzyknęła Sylwia.
- Obudziliśmy się tak… nie wiem jak to możliwe – wzruszył rękami James.
- Tylko się nie molestujcie bo dziewczyny zdradzicie – wybuchła śmiechem Vai.
- Chodźmy lepiej na śniadanie – machnął ręką Logan.
- Pewnie laskaaa – kiwnęli głową Carlos, James i Kendall i wyszli za nim do kuchni.
- Dziewczyny widocznie nie jesteśmy jedyne – założyłam rękę na rękę.
- Jakiś plan? – spojrzała na mnie Sylwia.
- Zmusić ich do pracy jako dziwki – klasnęła w ręce Vai.
- Nieee – pokręciłam głową – sprawmy aby mieli nieprzyjemną lekcje z tego jak to jest być kobietą… myślą że tak łatwo… no chyba nie – zaśmiałam się i poszłam do pokoju. Operacja „Kobiety są lepsze!” właśnie się zaczęła. Zobaczymy czy faceci dadzą radę być kobietami…


*Z punktu widzenia Logana*

Super być dziewczyną! Mamy dzisiaj swoje święto wiec kłaniać się… i całkiem seksowny jestem jako laska. Nie wiem czemu niektórzy tak marudzą to jest fajne! I do tego cycki 24/7 ^^ Usiedliśmy się przy stole, fajnie jest założyć nogę na nogę jak coś cie nie kłuje xD
- To co jemy dziewczęta? – zarzucił włosami James.
- Może jogurcik niskokaloryczny – machną ręką Carlos.
- Wiemy wszystko jak być dziewczynkami – zachichotał Kendall – chłopacy mają trudniej
- Powaliło was? – zapytała Vai stajać w drzwiach – to co wy robicie to zachowanie jakiś plastików…
- Ja jestem zła bo James ma lepszą grzywkę niż ja – warknęła Sylwia.
- To jest dziwne… - przyszła Pati z laptopem – w necie piszą że wszyscy faceci są teraz kobietami… nie jesteście jedynymi
- Co?! – wszyscy krzyknęliśmy patrząc na nią.
- I tak pewnie okaże się to głupim snem jak to jest zawsze w moim życiu… - kiwnęła głową brunetka – teraz wy chłopacy… dziewczyny. Chcecie wiedzieć jakie są dziewczyny? Dzisiejszy dzień będzie nauką dla was – poruszała cwano brwiami. Muszę przyznać że się wystraszyłem trochę…
- To będzie łatwizna – do Sylwii podszedł James i chciał ja pocałować jednak ta szybko się odsunęła.
- Nie jestem lesbijka wiec mnie nie całuj! Do tego chłopacy powinni pocałować dziewczynę… laski nie zaczynają – uśmiechnęła się Sylwia.
- Zakaz miziu miziu – zaśmiała się Vai.
- To niby co teraz będziemy robić? – spojrzałem na nie.
- Pójdziemy na zakupy! Większość kobiet uwielbia zakupy… wy też – Pati zaciągnęła nas do gościnnego pokoju. Nasza 4 usiadła na łóżku patrząc na dziewczyny z ciekawością. One o czymś gadały i miały z tego niezły ubaw…
- Jeśli chcecie być dziewczynami musicie jakoś wyglądać… fryzury to nie problem ale stroje i makijaż to już filozofia – powiedziała Sylwia. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
- Założenie jakiś ciuszków i pomalowanie się tuszem to filozofia? – zapytał Kendall.
- Kochanie powaliłaś nas teraz – pad na ziemie James.
- No to won ubierzcie się w coś geniusze – Vai wskazała na drzwi. Wstaliśmy kierując się do drzwi… co w tym trudnego coś ubrać?

*Z punktu widzenia Sylwii*

Czekałyśmy chwile na dziewczyno-chłopaków. Myślą że bycie dziewczynami jest takie łatwe… jebie ich. Jako pierwszy wszedł Carlos który wyglądał… jaki idiota xD
- Eeee… ty w pornosie chcesz występować? – zapytała Pati.
- Normalnie jak różowa dziwka – Vai padła na podłogę z śmiechem.
- No co… słodko wyglądam ^^ - zaśmiał się Carlos.
- Jak debil który uważa że każda dziewczyna powinna tak chodzić – przewróciłam oczami.
- Jedna jakby chodziła to bym się nie obraził – poruszał brwiami Carlos.
- Następny!!! – krzyknęła Pati wyganiając go z pokoju. Siedziałyśmy tak na łóżku jak jacyś sędziowie… całkiem fajnie. Po Carlosie wszedł Logan w różowym sweterku i zielonej kurtce… ciekawe xD
- Co jeden to lepszy – powiedziała Vai.
- Logan wyglądasz strasznie… jest gorąco a ty w kurtce! Do tego płakać mi się chce jak cie widzę – jęknęła Pati.
- Jest lepiej niż Carlos ale i tak nie zmienia to faktu ze jest źle… następny! – machnęłam ręką.
- Co chcecie od tego stroju? Jest w moim stylu – uśmiechną się Logan.
- Nie kompromituj się bardziej – dodała Vai.
- Nie podoba się? – zapytał smutny.
- NIE! – krzyknęłyśmy a Logan wystraszony wybiegł z pokoju. Następna nasza miss BTR to Kendall który całkiem fajnie wyglądał. Koszula jak zawsze, do tego dresowa spódniczka i rajstopy.
- Mi się podoba ale jakby nie było rajstop… nie lubię rajstop – skrzywiła się Pati.
- Kendall wiesz że masz obsesje na punkcie koszul? – podniosłam brew.
- Wcale ze nie – tupną nogą zły.
- Dodatkowe punkty za doskonały foch… brawo – klasnęła w ręce Pati.
- Vai a ty co na to? – szturchnęłam ją.
- Za dziewczęce – jęknęła opierając się o mnie.
- Dajcie ostatniego… aż jestem ciekawa jak wygląda James – zaśmiałam się. Długo nie minęło a do środka weszła brunetka w długiej, czerwonej, balowej sukni! Odwala mu…
- Eeeee… - spojrzałyśmy na niego przekręcają głowami.
- Jestem księżniczką – zrobił obrót i zarzucił włosami.
- Chyba idiotów… to nie bal! – krzyknęłam do niego.
- Jak barbi wyglądasz – zaśmiała się Vai.
- Ale kiecka ładna – kiwnęła głową Pati – dobra widzę ze żaden nie umie się ubrać…

*Z punktu widzenia Vai*

Znowu zebraliśmy się w pokoju gościnnym… mamy zamiar trochę dobić chłopaków wiec wooohooo i jedziemy.
- Żeby być jak dziewczyna musicie nosić odpowiednia bieliznę… - zaczęła Sylwia.
- No mamy na sobie – zaśmiał się Logan.
- O to chodzi – powiedziała Pati pokazując im stringii xD Ich mina… bezcenna xD
- Mamy w tym chodzić? – wskazał na nie James.
- Uważaj bo strasznie się wbijają – założyłam mu stringii na głowę z śmiechem.
- Tutaj macie ubrania i widzimy się za chwilę. Każdy z was dostanie w nagrodę szpilki! – klasnęła w ręce Sylwia. Myślałam ze tam padnę z śmiechu… oni nie wiedzą w co się wpakowali.
Każdy po 15min przyszedł w strasznie wysokich szpilkach. W miarę trzymali się na nogach i fajnie wyglądali. Carlos, James, Logan i Kendall od teraz będą dziewczyńskim zespołem… oooo słodkie ^^
- Te stringii są straszne! – warknął Kendall.
- Jak w tym czymś się chodzi?! – zapytał Carlos prawie upadając.
- Chociaż jesteś wyższy – zaśmiał się James.
- Jeśli chcecie się nauczyć chodzić to tak… - Pati przeszła się po pokoju jak modelka i wróciła – teraz wy
- No spoko… - Logan jako pierwszy próbował się przejść jednak się wywalił na Kendalla który upadł na Jamsa a ten na Carlosa. Zrobiłyśmy wielkie oczy i wybuchłyśmy śmiechem.
- Każda niech zabierze swojego i pójdźcie gdzieś z nim… ja zabiorę Logana i Kendalla – wytarłam łzy od śmiechu.
- To bezpieczne abyśmy się rozdzielili? – zapytał Kendall.
- Szkoda ze nie macie okresu… to by było dobre – zaśmiała się Sylwia.
- Czemu na nią przeszło moje wariowanie? – tupnęłam nogą.
- Ehhh dziewczyny bieście ich i won gdzieś – Pati pomogła wstać Carlosowi i wyszli.
- Dobra moi idioci chodźcie – chwyciłam panienkę Logana i Kendalla i wyszliśmy z domu. Nie mam za bardzo pojęcia co im pokazać… powiedzieć… przecież za bardzo nie wiem jak być dziewczyną.
- Gdzie idziemy? – zapytał Kendall powoli idąc i próbując się nie wywalić na szpilkach.
- Może do jakiegoś parku… poderwiecie jakiś gości – zastanowiłam się – których przecież nie ma – walnęłam się w czoło – to możemy iść do salonu piękności! Ohhh to będzie ciekawe
- Zrobią nam pazurki i to straszne? – podniósł brew blondyn.
- Jak chcesz nam powiedzieć jakie są laski jak ty zachowujesz się jak chłopak – zaśmiał się Logan.
- Jestem bardziej dziewczyńska niż ci się zdaje! Debile z was – warknęłam i udaliśmy się w kierunku salonu piękności.

*Z punktu widzenia Kendalla*

Weszliśmy do wielkiego budynku gdzie wszystko było takie radosne, kwieciste i różowe. Moim zdaniem za dużo tej słodkości… o wiele za dużo.
- Zaczniemy najpierw od ogarnięcia tych waszych mordek – uśmiechnęła się Vai – ej laska z fartuchem chodź tutaj zabierz ich na ogarniecie mordy!
- Dzień Dobry witamy w naszym salonie piękności. Oczyścimy waszą skórę wiec zapraszam na fotele – wskazała na fotele. Niepewnie usiadłem się razem z Loganem a Vai rozłożyła się na kanapie.
- Zrobimy wam nawilżającą maseczkę – zaśmiała się jedna dziewczyna i nałożyła nam jakieś maści na twarze. Później dały nam na oczy ogórki i zaczęły malować paznokcie… to jest raj!
- Vai kocham cie że nas tu zabrałaś – szepnął Logan.
- Zobaczymy – oderwała się od gazety. Kiedy zmyły nam makijaż szybko chwyciły za jakieś szczypce i podeszły do nas.
- Czas na skubanie brwi – przyłożyła metalowe coś do mojej twarzy.
- Co?! – zapytałem kiedy zaczęły skubać nam brwi. Niemiłosiernie krzyczałem razem z Loganem a Vai… ona turlała się z śmiechu po podłodze.
- To boli! – pisnął Logan który miał już łzy w oczach.
- I skończone… - kiwnęła głową babka.
- Na reszcie! – wytarłem łzy oddychając głęboko.
- Jeszcze tylko depilacja… nałożymy wam wosk i będzie dobrze – zaczęła szukać czegoś po szafkach. Spojrzałem na Logana z wystraszoną miną i wstaliśmy.
- Nigdy! To są tortury! – krzykną Logan.
- Chcesz być piękną trzeba cierpieć – zaśmiała się niebieska.
- Wygrałaś!!! – wskazaliśmy na nią i z krzykiem wybiegliśmy z salonu. Nie wiem jak dziewczyny umieją wytrzymać takie coś! Do tego robią to z własnej woli…

*Z punktu widzenia Carlosa*

Szliśmy przez miasto już dość długo. Dziwnie się patrzy jak są same dziewczyny… i żadnego chłopaka. Doszliśmy do kina gdzie właśnie była jakaś premiera nowego filmu.
- Wiec Carlos… - spojrzała na mnie Pati – przestań marać się po cyckach!
- Sorka skarbie – dałem ręce za siebie – co tu robimy?
- Dzisiaj jest premiera nowego, romantycznego i wzruszającego filmu o miłości – uśmiechnęła się zachwycona.
- Ja chce na filmy akcji! Jak się bija! – klasnąłem w ręce.
- Prawdziwa dziewczyna kocha romansy… przy których płacze! – chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do kasy. Nie chce oglądać jakiś filmów dla dziewczyn o miłości… to głupie i nudne. Usiedliśmy na miejscach, Pati co chwile mnie uciszyła bo za głośno jadłem popcorn… co za ludzie.
- Jesteś gotowy? – poruszała brwiami szczęśliwa.
- Może by tak coś innego porobić? – chciałem ją pocałować a ona… przywaliła mi z liścia.
- Dziewczyn nie całuje – wystawiła mi język.
- Niektóre dziewczyny na powitanie się całują! – rozłożyłem ręce.
- W policzek człowieku… ciii film się zaczyna – rozsiadła się wygodnie i spojrzała na ekran. Przewróciłem oczami i zrobiłem dokładnie to samo. Film był o jakieś dziewczynie która próbowała znaleźć chłopaka, wpadła przez przypadek na jakiegoś mega przystojniaka w którym się zakochała. Okazało się ze jest żołnierzem i wyjeżdża na wojnę… Ona przed wyjazdem pobiegła do niego aby się pożegnać bo nie wiadomo czy wróci. Dostaje później list że chłopak zginął.
- Super ten film – szepnęła do mnie Pati – eee Carlos ty płaczesz? – zapytała widząc że wycieram łzy.
- Co? Nie nie nie… - spojrzałem na ekran – dlaczego on musiał zginąć!? – przytuliłem brunetkę i wybuchłem płaczem.
- Już, już kochanie… to tylko film nie płacz – odwzajemniła uścisk i pogłaskała po włosach – 1:0 dla dziewczyn – zaśmiała się cicho.

*Z punktu widzenia Jamsa*

- No to kochanie co robimy? – objąłem Sylwie kiedy weszliśmy do Galerii.
- Nie łap mnie tak zboczeńcu – odepchnęła mnie – idziemy na zakupy
- Uuuu ale się boje – machnąłem ręką – nadal myślę że macie lepiej
- Zobaczymy jak zajdziesz w ciąże i co miesiąc będziesz się męczył z okresem… - przewróciła oczami i poszła przed siebie do jakiegoś sklepu. Był to z butami… szczerze jakoś mało interesujące to jest.
- Możemy iść gdzieś indziej? – rozejrzałem się po sklepie.
- I ty jesteś dziewczyną jak nawet na widok butów nie piszczysz? Każdy lubi ładne buty… wybierz coś mała – klepnęła mnie w tyłek i poszła przed siebie.
- Ałaaa… - pomasowałem się po tyłku robiąc zdziwioną minę – dobra szukamy sobie butów – zacząłem chodzić pomiędzy półkami jednak jakoś nic mnie nie przekonało. To tylko buty.
- Jak ci idzie kochanie? – po jakimś czasie przyszła Sylwia z pudłami – kupiłam sobie takie ładne tenisówki i baleriny… no i jeszcze z 2 pary innych jakby mi się tamte zniszczyły – uśmiechnęła się.
- Po co ci tyle butów? – przekręciłem głowę.
- Nie jesteś ani trochę dziewczyną – zaśmiała się czerwona. Nagle poczułem taki straszny ból brzucha… taki ucisk jakbym miał tam skurcz.
- Masz coś na ból brzucha? – zapytałem zwijając się z bólu.
- Mam jakieś tabletki… Dobrze się czujesz? – podniosła brew.
- Chodź do łazienki – chwyciłem ją za rękę i mieliśmy iść do męskiej kiedy ona mnie pociągnęła do damskiej. Weszłam do kabiny… i zacząłem krzyczeć.
- James co się stało?! – walnęła kilka razy w drzwi.
- Ja krwawię!!! Mam krwotok! Umieram! Sylwia ratuj!!! – zacząłem krzyczeć i usłyszałem jej śmiech. Trochę się ogarniając spojrzałem na krew… matko co jest?!
- To się nazywa miesiączka. Dziewczyny mają to co miesiąc – zaśmiała się Sylwia.
- Co ja mam z tym zrobić?! Nie dość że brzuch tak strasznie boli to ciągle krew leci! – oparłem się.
- Trzymaj – rzuciła mi przez dolną szparę w drzwiach paczkę – masz podpaski i przyklej je…  na stringii… - przytrzymała się drzwi i wybuchła śmiechem. Tak, tak bardzo śmieszne -.- Zrobiłem to co chciała i wyszedłem z łazienki trochę brudny od krwi. Na mój widok Sylwia padła na kolana i zaczęła płakać z śmiechu.
- To nie śmieszne! Nie wiem jak można takie coś wytrzymać – rozłożyłem ręce.
- Mam tak co miesiąc i nie narzekam… - uśmiechał się. Przyznaje że to jest straszne i nie wiem jak dziewczyny umieją coś takiego wytrzymać! Już chce być chłopakiem…

*Z punktu widzenia Pati*

Kiedy wróciliśmy do domu zauważyłam Jamesa umierającego na kanapie, Logana i Kendalla którzy chowali się z strachu oraz Vai i Sylwie które z śmiechu turlały się po podłodze. Nadal próbująca pocieszyć ryczącego Carlosa spojrzałam na nich zdziwiona.
- Co się działo? – usadziłam Carlosa na fotelu, ten od razu zabrał poduszkę i w nią płakał.
- Normalny dzień z życia kobiet się stał – kiwnęła głowa Sylwia.
- Logan i Kendall byli ze mną w salonie piękności… i uciekli po skubaniu brwi – Vai zaczęła gadać jak dziecko.
- Za to James dostał okres i twierdził ze to krwotok i umiera – wybuchła śmiechem Sylwia.
- Ja byłam na romantycznym filmie i Carlos się poryczał… - wskazała na niego.
- Miałyście racje! – wstał Kendall – jesteście lepsze i bycie laskami to masakra!
- Mówcie dalej – kiwnęłam głową.
- Umiecie przechodzić przez tortury i to robicie z własnej woli! – dodał Logan.
- Jesteście boginiami i nie wiem jak to wytrzymujecie – mruknął James.
- On zginął! – Carlos zaczął coraz głośniej ryczeć.
- Laski górą jak zawsze! – przybiłyśmy piątkę z śmiechem.
- Od teraz traktujecie nas lepiej jasne?! – wskazała na nich Vai.
- Jasne! – powiedzieli razem.

*następnego dnia rano*

Obudziłam się po tym długim męczącym dniu… matko nie wiem ile oni będą jeszcze to przeżywać. James jęczał z bólu, Logan i Kendall to krzyczeli z bólu… a Carlos ryczał jak idiota. Zeszłam na dół gdzie zobaczyłam czerwony dywan i chłopaków? Są już normalni!
- O co chodzi? – weszłam do kuchni.
- Skoro wczoraj był dzień kobiet i nie mogliśmy pracować to odwdzięczymy się – powiedział Carlos dając mi bukiet róż i całując – najlepszego
- Te naleśniki są boskie! – jęknęła Vai która miała w buzi naleśniki.
- A Bóg ma chyba ADHD że odwala coś z chłopakami – zaśmiała się Sylwia.
- Nie chce wiedzieć co się stało ale cieszę się ze taki dzień był – kiwnęłam głową siadając przy stole. Tego dnia nie zapomnę nigdy… To było pomylone i chore…

wtorek, 5 marca 2013

Część 56

Rozdział kompletnie... ale kompletnie mi nie wyszedł xD Chciałam już go usunąć i napisać nowy ale stwierdziłam ze nie mam czasu... no cóż dodam to coś xD
Pamiętacie jak kilka notek temu polecałam wam bloga? Wiec hakerzy zaatakowali ten blog i autorka przeniosła go na inny... są już 2 rozdziały i po prostu są niesamowite! Na prawdę polecam, nie dlatego że pisze to moja koleżanka, ale dlatego że bardzo mi się podoba. Wchodźcie bo warto ^^ *klik* 
Miną rok od kiedy istnieje ten blog xD Ogólnie nie uznaje dzisiejszego dnia bo dla mnie rok będzie 1 sierpnia kiedy to dodałam bohaterów xD Dzięki Sylwia za ten rok! :*

Koniec paplania czas na rozdział xD


- Patrycja następna jedynka z kartkówki! – krzyknęła do mnie nauczycielka. Tak była lekcja… dokładnie Angielski. Zastanawiacie się dlaczego dostałam jedynkę z przedmiotu którym mówię płynnie… szczerze to mówiłam płynnie. Nie wiem co się stało ale Niemiecki zaczął mi się mylić z Angielskim i pozapominałam słów!
- Wiem proszę Pani – zabrałam kartkówkę.
- Pati co się dzieje? Masz już z 5 jedynek – spojrzała na mnie Lili.
- Nie wiem! Nie pamiętam nic! – położyłam się na ławce. Na końcu lekcji przyszła wychowawczyni rozdając zagrożenia na koniec roku szkolnego. Oczywiście tak jak zawsze ja będę mieć. Zobaczymy ile w tym roku się nazbierało.
- No i jak laski? – podeszła do nas Karolina z kartką na przerwie.
- Hymmm… Historia, Chemia, Matematyka, Biologia, Niemiecki i… o kurwa… dała mi zagrożenie z Angielskiego! – przerażona spojrzałam na kartkę.
- Ja w tym roku mam tylko 5 ! Hahaha – zaśmiała się Lili – Angielski mi przeszedł
- Pati i tak dużo nie masz… co to dla ciebie 6 zagrożeń. Też mam 6 i nie marudzę – przytuliła mnie czerwona.
- Wiem o tym. Poprawie to wszystko w tydzień lub dwa tygodnie i będę mieć spokój – uśmiechnęłam się. Co półrocze mam pełno zagrożeń wiec dla mnie to nic wielkiego, wystarczy poprawić sprawdziany i inne rzeczy. Zawsze jest ciekawie i później pełno nauki na koniec… ale się opłaca. Rozejrzałam się i zauważyłam nauczycielkę od Chemii.
- Lili ona tam stoi… - wskazałam na nauczycielkę.
- Na trzy? – zaśmiała się.
- Jeden… dwa… trzy… Proszę pani!!! – pobiegłyśmy do niej jak najszybciej. No to zaczyna się pora poprawiania wszystkiego.


*Z punktu widzenia Lili*

- Nie uczycie się! Myślicie że przyjdziecie na koniec roku i poprawicie wszystko! – krzyczała na nas wychowawczyni.
- Kiedy ma pani dodatkowe? – podniosłam rękę do góry.
- Dzisiaj po lekcjach – odpowiedziała.
- To przyjdziemy – uśmiechnęłam się szeroko.
- Dobra… Dzisiaj Historia, jutro zostaje na Chemii, napisze szybko sprawdzian i pójdę na Biologię. W piątek pojadę rano na Niemiecki poprawić sprawdzian ten ostatni i z odmiany. Zostanie kilka rzeczy ale to na lekcjach z nauczycielami pogadam i będzie ok – zapisała coś Pati.
- Jeszcze Angielski ci został – zaśmiałam się.
- Racja Angielski… no i jest problem… muszę się od nowa wszystkiego uczyć. Ja zupełnie nic nie pamiętam! – warknęła smutna.
- To dlatego ze dawno nie mówiłaś po Angielsku. Kiedy jeździłaś do LA to mówiłaś bez przerwy… przestałaś i zapomniałaś jak się mówi – powiedziałam.
- Zawsze coś… Mam już dość – brunetka położyła się na ławce.
*tydzień później*
Już za tydzień wystawiają oceny! Udało mi się poprawić wszystko i jestem szczęśliwa jak nigdy… Karolinie został Niemiecki a Pati Angielski. Kończymy rok szkolny 26 czerwca wiec dużo nam czasu nie zostało… jest już 10! Weszłam do szkoły i zauważyłam brunetkę która siedziała przed klasą z słuchawkami oraz Karolinę która coś do niej mówiła.
- Cześć – uśmiechnęłam się siadając obok.
- Menda się nie odzywa! – Karolina wskazałam na Pati.
- Co jej jest… czemu ona ryczy? – spojrzałam na zapłakaną dziewczynę. To nic dobrego nie wróży, jak zawsze.
- Nie odzywa się w ogóle. Ma tak od piątku… cały weekend się nie odzywała a dzisiaj jest gorzej – Karolina zabrała jej słuchawkę – słucha samych smutnych piosenek!
- Pati ogarnij się! Przejdziesz zobaczysz… to nie koniec świata że zapomniałaś języka – szturchnęłam ją leciutko. Pati spojrzała na mnie, wstała i poszła przed siebie ocierając łzy. Ciekawe co jej się stało.

*Z punktu widzenia Pati*

Chyba mam depresje… jest coraz gorzej i nie wiem co zrobić! Nie dość że muszę się wszystkiego od nowa uczyć to tęsknie… tak cholernie tęsknie! Przestałam już jeść, w nocy praktycznie nie śpię, do nikogo się nie odzywam. Nie potrafię jakoś się wziąć w garść ponieważ brakuje mi ich… jego. Jednak co ja takiego mogę zrobić? Wyjechali w trasę zostawiając mnie jeszcze dłużej samą. Chyba najlepiej będzie się upić i zostawić to wszystko… samo się jakoś ułoży.
Następnego dnia przemyciłam w plastikowej butelce wódkę. Wiem że to zły pomysł ale jakoś muszę się ogarnąć chociaż w szkole… uśmiechnąć się i zdać!
- Daj łyka! – krzyknęła Karolina zabierając butelkę i trochę pijąc.
- Nie ma to jak wódka w plastiku – zaśmiała się blondynka też pijąc.
- Ponoć nie powinno się pić ale co tam… raz się żyje! – uśmiechnęłam się szeroko. Właśnie mieliśmy mieć angielski i miałam pisać sprawdzian. Usiadłam z długopisem i spojrzałam na kartkę… czarna magia xD
- Proszę pani co to było love? – podniosłam rękę.
- Miłość – jęknęła załamana nauczycielka.
- Miałam ten stan… ale nie wiem czy mam… co o tym myślisz naszyjniczku? – popukałam w naszyjnik który się zrobił fioletowy – może ja serca nie mam D:
- Jesteś czerwona jak pomidor – zaśmiała się Karolina.
- Pomidorki są super… to było potato? – napisałam na kartce.
- Ziemniaki to potato! – uderzyła mnie w głowę Lili.
- Skoro pomidory są na „p” to wypadałoby aby po Angielsku też było na „P” bo jak później taki debil jak ja ma się połapać – wzruszyłam rękami.
- Pisz ten sprawdzian bo odbiorę ci kartkę – powiedziała nauczycielka. Szczerze zaczęłam strzelać na końcu jednak jak długo się przyglądałam tym słówka to coś tam rozumiałam. Oddałam nauczycielce sprawdzian i usiadłam koło dziewczyn.
- Całkiem dobrze Pati… masz 4 – poprawiła mi pracę nauczycielka.
- To dobrze czy źle? Bo w Ameryce jest wtedy B. A ponieważ jesteśmy w Europie to można uznać że jesteśmy zjednoczonymi Niemcami i tam 4 to u nas 2 – kiwnęłam głową.
- Siedź cicho bo nas wydasz – szepnęła do mnie Lili.
- Ale z czym wydam? – ucieszona spojrzałam na nią.
- Dostaniesz tą dwójkę na koniec roku – usłyszałam nauczycielkę.
- Naprawdę?! – krzyknęłam – tak serio, serio, serio?!
- Bez seria – przewróciła oczami Karolina.
- Dziękuje Pani! Zdałam wszystko! Wszystko!!!! – zaczęłam skakać – trzeba to opić!
- Spoko! – wstały dziewczyny.
- Jakie chętne do picia – zaśmiałam się.
- Mogę zmienić zdanie… siadać i słuchać – nauczycielka wskazała na krzesła.
- Oczywiście proszę Pani, będę najlepszą uczennicą na świecie… - kiwnęłam głową patrząc w książkę. Nie wierze że wszystko zdałam!... no bałam się tylko o ten Angielski który po prostu… mnie dobija już! Uradowana weszłam do domu ciesząc się jak nigdy. Nie mam zamiaru psuć sobie przyszłych wakacji moimi „humorkami” więc od teraz zero przejmowania się. W końcu trzeba się pozbierać… Angielski sobie przypomnę a tamci wrócą… mam nadzieje. Otworzyłam laptop przeglądając Twittera, facebooka, aska i inne strony. Dostałam kilka gratulacji zdania od ludzi z klasy z czego się cieszę jak nigdy! W końcu coś przykuło moją uwagę…  Sylwia jest dostępna na fejsie a chłopacy z BTR dodają zdjęcia, filmiki i wpisy na twitterze. Przecież ponoć mieli nie mieć Internetu dlatego nie mogą się kontaktować. Otworzyłam czat na fejsie i napisałam do Sylwii.
Pati: no cześć… widzę że macie Internet
Sylwia: Pati jak dawno cie nie słyszałam! No mamy… ale trochę
Pati: mogliście chociaż napisać, jakbym nie zauważyła to bym się nie dowiedziała
Sylwia: przepraszam… eeee… my musimy kończyć… pa!
Pati: ej czekaj!
No i się wylogowała… o co chodzi?! Na twitterze spojrzałam na zdjęcia na których tak dobrze się bawią, te wpisy że „jest niesamowicie!” dobiły mnie jeszcze bardziej. Najciekawsze jest to że po kilku minutach wszystko zniknęło… Oni coś ukrywają ja to wiem. Może po prostu wolą spędzać czas razem beze mnie… no jeśli chcą to dobra. Poczułam się jak takie piąte koło u wozu… niepotrzebna i opuszczona. Jestem w Polsce i mam zamiar się bawić w ostatnie dni szkoły nie przejmując się nimi! Poczułam taki ból w środku i nagle łza spłynęła mi po policzku… jakoś mi to nie idzie. Zamknęłam laptop i rozpłakałam się na dobre. Niech robią co chcą nie obchodzi mnie to! Jestem silna… przejdzie mi… mam nadzieje.

sobota, 2 marca 2013

Część 55

Wiem ze dodaje tak dzień po dniu ale jest sobota! Czas sie wyluzować... wybawić... pośmiać... i robić wiele innych rzeczy xD U mnie jest słońce od rana i bezchmurne niebo *o* Czuje sie wiosnę i takie miłosne gadki w powietrzu... zawsze na wiosnę jest dużo miłości i zalotu xD Kocham to słowo xD
Moja mama ma dzisiaj urodziny xD Taki sobie specjalny dzień... szczerze zapomniałam ale to nie moja wina! Przez to nowe zdjęcie profilowe na Twitterze Carlosa i ta sesje... *OOO* Taka wooow xD
Dziękuje za czytanie tego bloga... no tyle wam powiem i zapraszam! 


No i grypa… jak ja się cieszę. Powoli kończy się Maj a ja leże w łóżku chorując, zamiast być coraz lepiej jest coraz gorzej. Ledwo mówię i do tego katar z gorączką… obiecuje że jak dorwę Konrada to go zabije.
- Wrócimy wieczorem, prześpij się i zdrowiej – powiedziała moja mama wychodząc razem z tatą.
- Jasne – machnęłam ręką i wyszłam z łóżka. Nie dość że trzęsłam się jakbym miała padaczkę to jeszcze kręciło mi się w głowie. Otuliłam się swetrem i usiadłam przed komputerem. Pośpiewam sobie na karaokeparty.com nawet jeśli ledwo mówię.
- Co by sobie zaśpiewać hymmm… - przejrzałam listę i zobaczyłam piosenkę „Barbie Girl” tak dla żartów można spróbować. Zaczęłam śpiewać kaszląc co chwile ale i tak zajęłam 1 miejsce… co to dla mnie xD
- A jednak mi się nudzi… pouczyć się zawsze mogę… o nie nie nie Pati! I gadam sama do sobie… grrr coś wymyśle – warknęłam otwierając szafę i wyciągnęłam taty strój strażacki. Mój tata kiedyś był strażakiem i został mu jeszcze strój. Ubrałam go i chwyciłam za zabawkowy pistolet z czasów dzieciństwa.
- Więc tak się bawimy – zaśmiałam się chodząc wokół misia – nie chcesz nic powiedzieć… gadaj gdzie te ciastka! – przyłożyłam mu pistolet do głowy – nic nie powiesz? Dobra sam tego chciałeś. Wzywam Hitlera jako moją prawą rękę! – ściągnęłam czapkę i przyłożyłam palec aby wyglądał jak wąsy – Ja, jestem Hitler, ty przyznać się bo kaput! – krzyknęłam patrząc na misia – ty nic nie mówić co mnie denerwować! Nich miś trzeba go rozstrzelać jak Żydów! – założyłam szybko czapkę – Hitler nie przesadzasz? Wystraszysz biedaka… do tego Żydzi są mili – wzruszyłam ramionami znowu ściągając czapkę – nich! Żydzi kaput a Niemcy najlepsze! Marsz to kąta! – założyłam czapkę – tak jest Hitler – smutna poszłam do kąta gdzie uderzyłam się w głowę. Co się właśnie stało? Zabrałam czerwoną pelerynę którą kiedyś zostawił mój kuzyn, również za czasów dzieciństwa, i założyłam ją. Zabrałam mój zabawkowy pistolet na kulki i zaczęłam biegać po domu.
- Na na na na to Potężny Patitek! Który jest Potężny! I jest Patitkiem! – zaczęłam skradać się do kuchni, weszłam pod stół i sprawdzałam czy nikt nie idzie. Kiedy wyszłam powoli otworzyłam lodówkę chwytając za masło które położyłam na podłodze i włożyłam w nie rękę.
- Smakowita! – wyciągnęłam rękę pełną masła – nadaje się na śluby i pogrzeby! I ma się śliskie ręce – uśmiechnęłam się i spoliczkowałam – aaaa jestem w maśle! Maslow co ty tu robisz?! – wkurzona schowałam masło i poszłam się umyć. Nadal z pistoletem spojrzałam na dwór gdzie przechodzili ludzie. Miałam nie wychodzić ale jest ładnie i ciepło, a ja w pelerynie chodzę więc weszłam na bramę na której usiadłam. Za wygodnie nie było bo musiałam siedzieć w rozkroku a to wbijało mi się tam gdzie nie powinno xD Przybliżyłam pistolet do siebie i patrzałam z przymrużonymi oczami na ludzi.
- Pati odwala ci? – zapytał Łukasz patrząc na mnie z balkonu.
- Złodziej! Wampir! Poczwara! – zaczęłam na w niego strzelać kuleczkami.
- Weź przestać – wszedł do środka i po chwili przyszedł do mnie – co ty odwalasz? Czemu cie nie ma w szkole?
- Chora jestem… słyszysz że ledwo mówię! – strzeliłam mu w nogę na co upadł na ziemie. Mała kulka a boli że o matko, w końcu plastikowa.
- Nie strzelaj tym… Nie powinnaś w domu siedzieć? Jak dziecko normalnie – zaśmiał się.
- Wole być dzieciakiem. Jest ciekawiej a misiu mi ciastek nie oddał! – warknęłam schodząc z bramy – idziemy się przejść?
- Wiesz że masz pelerynę? – zaśmiał się.
- Ponieważ jestem Potężnym Patitkiem wooohooo i mam pistolet. Wyglądam przyzwoicie i nie widać ze mam gorączkę – uśmiechnęłam się i skierowałam przed siebie.
- Niech ci będzie. To gdzie idziemy? – zapytał idąc koło mnie.
- Możemy do sklepu na orężade w proszku… chce się poczuć jak 9-latka – kiwnęłam głową i poszliśmy do sklepu. Kupiliśmy orenżady które zjedliśmy na sucho, w końcu tak najlepiej smakują.
- Polska! Biało czerwoni! – zaczęłam się bujać na ławce.
- Kibic roku się znalazł – poklepał mnie po głowie Łukasz.
- Ponieważ jestem fajna a ty nie… oooo plac zabaw! – chwyciłam go za rękę i zaciągnęłam na plac zabaw w którym spędziłam większość dzieciństwa. Weszłam na zjeżdżalnie i popatrzałam na okolicę.
- Jestem królową świata! I kocham to! – uśmiechnęłam się i zeszłam z zjeżdżalni. Po co zjeżdżać jak można po tym przebiec.
- To zapraszam na huśtawki – zaśmiał się Łukasz i usiedliśmy na huśtawce.
- Kiedyś wydawało się to większe – podskoczyłam do góry – matko ale nie za mocno
- Jasne – kiwną głową i wtedy jak szybko zjechałam tak że podskoczył do góry – chcesz mnie zabić?!
- Przepraszam – zrobiłam słodkie oczka i się zaśmiałam.
- Przez ciebie boli mnie… eeeee… kolega – załamany spojrzał na mnie.
- Mały kolega? – poruszałam brwiami.
Wracaliśmy już do domu koło boiska. Nie ma nic lepszego niż wrzucanie się do żywopłotu i wspinaczka po drzewach. Tęskniłam za takim dniem z dzieciństwa razem z moim sąsiadem. Pożegnałam się z nim i weszłam do domu padając na płytki w kuchni. Ledwo sięgnęłam słoika ogórków i zaczęłam jeść.
- Zabiorę cię na bal, zobaczysz co to szał, nikt nie da rady dziś, zatańczyć tak jak my – zaczęłam wymachiwać ogórkiem – nie ma lipy – zaśmiałam się patrząc w sufit. Co mogę jeszcze porobić… jest dopiero 19:30 i się nudzę jak idiotka. Do tej pory nic ciekawego nie zrobiłam… Wstałam ogarniając się, weszłam na stół, włączyłam radio na cały głos i zaczęłam śpiewać do banana.
- Everyday I'm shufflin!!! Ty ty ty ty ty ty ty – zaczęłam tańczyć na tym stole. Dziwne że się nie złamał. Jednak długo piosenka nie trwała… a szkoda. Po niej usłyszałam BTR – Windows Down. Ta piosenka mnie chyba prześladuje.
- Party people wooohooo! – zeskoczyłam z stołu i tanecznym krokiem weszłam do swojego pokoju – joł ziomek miś tęskniłeś? – kiwnęłam głową – za mną wszyscy tęsknią!... prawie… wszyscy – padłam na kolana – ja chce do mojego chłopaka!!!! – upadłam na ziemię i zaczęłam płakać – misiu nic nie mów! I co że mnie kocha jak za nim tęsknie! – podniosłam głowę – co mówisz misiu? Mam do niego zadzwonić? – przybliżyłam się do misia – zrobię tak! To genialne! – chwyciłam za komórkę i wybrałam numer mojego chłopaka. Usłyszałam tylko „Abonent jest nieosiągalny, prosimy zadzwonić później”. Przecież mówił że nie uda mi się do niego dodzwonić więc po co próbuje… wytrzymam jakoś do sierpnia i będzie dobrze.
- Chce zwiedzać Anal jak pedał – zaśmiałam się rysując twarz balonowi – wiec panie balonie pokaże ci twój nowiuśki dom – zabrałam go i dorysowałam wąsy – wiec Hitler teraz twój nowy domek – okręciłam go wokół – to mój pokój… działo się tutaj tyle rzeczy że nie pamiętam… wolałbyś lodówkę? Nie ma sprawy – poszłam z nim do lodówki – to moja lodówka która jest zimna – otworzyłam ją – jogurt jest! – chwyciłam za jogurt – aaaaaa smakija! Smak kijaaa! – zaśmiałam się i zaczęłam jeść – nie smakuje jak kij… jak owoce leśne smakuje – spojrzałam na jogurt i znowu zaczęłam jeść.
- Wróciliśmy! – usłyszałam moją mamę i drzwi które się otwierały. Wystraszona schowałam jogurt i pobiegłam do swojego pokoju przykrywając się kocami. Zamknęłam oczy i zaczęłam udawać ze śpię aby nie krzyczeli na mnie że biegałam po całym domu.
- Kochanie śpisz? – zapytała moja rodzicielka wchodząc do mojego pokoju.
- Mamusiu to ty – zaczęłam kaszleć ledwo mówiąc.
- Nadal masz gorączkę – mama dotknęła mojego czoła – ciągle gorące
- Jak się cieszę że wróciłaś – kichnęłam i zaczęłam się trząść.
- Idź jeszcze spać a ja zrobię ci herbatkę – uśmiechnęła się moja mama wychodząc z pokoju. Z ulgą odkryłam się trochę i spojrzałam na sufit. Zabiłaby mnie jakby się dowiedziała że chodziłam po całym domu kiedy jestem chora.
- Przepraszam jest Pati? – usłyszałam głos Łukasza – zapomniała pistoletu jak byliśmy na placu zabaw
- Ona była na placu zabaw dzisiaj? – powiedziała zdziwiona mama.
- Tak… eeee… dowiedzenia – szepnął Łukasz wychodząc z domu.
- Patrycja!!! – krzyknęła moja rodzicielka.
- Sorka mamo! – schowałam się pod pierzynę modląc się że mnie nie zabije. Nie ma to jak udawać bardziej chorą… mam nadzieje że nie wyśle mnie jutro do szkoły bo to zgroza będzie.

piątek, 1 marca 2013

Część 54

No to siema i siemano! Po wczorajszym nocnym pisaniu z pedofilami mam całkiem dobry humor xD Pozdrawiam moich ziomkowych pedofilii!!! :***
Dziękuje za te wszystkie wejścia! Jest wreszcie nowy miesiąc! W Poprzednim pobiłam rekord i jest aż 4.000 wejść w lutym :D Najkrótszy ma najwięcej zaliczeń ^^ W prawdziwym życiu tak nie ma... xD
Chce polecić bloga kumpeli która dopiero teraz zaczęła pracę z blogiem o BTR. Są dopiero bohaterowie i prolog ale historia zapowiada się woow i w ogóle zajebiście! :D *Klikać bo zabije*
Przepraszam ten rozdział wyszedł wyjątkowo nudny i kiepski... buuuu :( Nie zabijać xD


Chodziłyśmy po sklepach, wygłupiałyśmy się i inne rzeczy. Wszystko abym tylko przestała myśleć o tym filmie jednak nie mogłam.
- Idę do Juli przyjdę później – powiedziała Karolina oddalając się od nas.
- Piłaś kiedyś monstery? – spojrzałam cwano na Lili.
- Nieee? – wystraszona blondynka oddaliła się ode mnie.
- Nie bój się mnie i chodź – chwyciłam ją za rękę i zaprowadziłam do supermarketu. Weszłyśmy do środka i szybkim krokiem, omijając ludzi, dostałam się do napojów. Szukając monsterów znalazłam wszystkie 3 smaki.
- Niebieski – pisnęła Lili biorąc puszkę.
- Ja biorę wszystkie na zapas – chwyciłam za puszki i pognałyśmy do kasy. Wsadziłam napój do torby która stała się trochę cięższa… taaa trochę xD
- To gdzie teraz idziemy? – zapytała Lili.
- Nie mam pojęcia. Przejdziemy się po wszystkich sklepach i poszukamy czegoś – powiedziałam kiedy podeptałam pewną rzecz. Zabrałam nogę i zauważyłam naszyjnik w kształcie serca z jakąś kartką.
- Jaki ładny – dodała Lili przyglądając się mu.
- Ktoś go chyba zgubił – zabrałam kartkę i zaczęłam czytać. Były wypisane kolory a do nich jakieś nastroje.
- Kolor się zmienia – Lili pokazała naszyjnik który zmienił kolor kiedy go dotknęłam – to jest taki co w zależności od nastroju kolor zmienia
- Super! – pisnęłam i zobaczyłam na tyle napis „Pati”. To akurat mnie trochę przeraziło.
- Daj tą kartkę – powiedziała Lili wyrywając mi kartkę – wiec niebieski – smutny, fioletowy – podekscytowany, zielony – szczęśliwy, czerwony – zakochany, czarny – wściekły, beżowy – humorzasty, granatowy – spokojny – przeczytała blondynka.
- No to będzie mój talizman szczęścia – odpięłam naszyjnik i założyłam go – jest zielony
- Siema stare gdzie teraz idziemy – przytuliła nas Karolina.
- Na lody! – krzyknęłyśmy z Lili i pognałyśmy do lodziarni. Usiadłyśmy przy stoliku zajadając się lodami.
- Teraz ja – Karolina nacisnęła na naszyjnik który zrobił się fioletowy.
- Sprawdzę jaki ja mam humor – dodała Lili również chwytając za naszyjnik.
- Wiecie ze to dziwnie wygląda jak molestujecie naszyjnik który znajduje się nad cyckami – jęknęłam opierając się o stół.
- Nie marudź już tak – zaśmiała się Karolina – coś kupiłyście?
- Ja tylko monstery – odpowiedziała blondynka.
- Czarna bluzka szkielet – wzruszyłam ramionami.


*Z punktu widzenia Karoliny*

Chodziłyśmy chwile po galerii wygłupiając się jak idiotki. Śmiałyśmy się na cały głos, wpadaliśmy na ludzi, czyli to co zawsze.
- Chcesz poradę od mistrza ? – zapytałam się Pati kiedy siedziałyśmy przy fontannie.
- W jakiej sprawie? – szepnęła przyglądając się z smutną miną parą które chodziły koło nas.
- Karolina miała już tyle facetów że ci pomoże – zaśmiała się Lili.
- Dzięki – spojrzałam na nią wkurzona – idź do jakiegoś faceta, zagadaj
- Mam chłopaka – przewróciła oczami brunetka.
- Który jeździ gdzieś po świecie i się nie odzywa – klepnęłam ja w plecy.
- Sama stwierdziłam że nie będę się odzywać… tylko miesiąc więcej poczekam – jęknęła.
- Jak słyszymy twoje marudzenie i te wzdychania po kątach to mamy ochotę cie jebnąć – kiwnęła głową Lili.
- Dobra pójdę! Zobaczycie że z jakimś pogadam czy coś! – wstała brunetka i podeszła do jakiegoś chłopaka.
- Zakład że jej się nie uda? – zapytała się Lili.
- 20 zł że zaraz wróci – wybuchłam śmiechem przysłuchując się rozmowie.
- Cześć – Pati machnęła niepewnie ręką siadając naprzeciwko chłopaka – siemaaa ziom – pokręciła głową na co prawie wpadłam z śmiechu do fontanny.
- Cześć ziomalka – zaśmiał się chłopak patrząc na nią.
- Więc co cię tu sprowadza? Wiesz rzadko tu się widuje ludzi – wzruszyła ramionami Pati.
- Z wyjątkiem tych tłumów to mało osób – uśmiechną się brunet.
- Jakoś jej idzie, ale pewnie nie wie co mówi – kiwnęła głową Lili.
- Ładny naszyjnik – odpowiedział chłopak.
- Zboczeńcu gdzie się tam patrzysz?! – Pati zasłoniła się rękami – pedofil!
- Tylko powiedziałem że ładny naszyjnik! Nigdzie indziej nie patrzałem! – spanikowany spojrzał na nią.
- Spoko – zaśmiała się niewinnie brunetka – to masz dziewczynę?
- Nie, mam chłopaka – kiwną głową. Pati zrobiła wielkie oczy, pożegnała się i podeszła do nas kiedy turlałyśmy się z śmiechu.
- Zarywać do gejów, gratuluje – powiedziałam ledwo oddychając.
- Dobiłaś mnie – szperała Lili wycierając łzy.
- Nic się nie wydarzyło! – brunetka wściekła spojrzała na komórkę – jest dopiero 17:30
- 5 min temu zbiórkę na autobus miałyśmy! – wstałam patrząc na komórkę – gdzie mieliśmy się spotkać?!
- Koło empiku – rozejrzała się Lili – to jest na samym dole, na drugim końcu galerii!
- Lecimy! – chwyciłam dziewczyny za ręce i pobiegłyśmy w stronę wyjścia. Zauważyliśmy naszą grupę która już szła w stronę autobusu. Nie dość że prawie byśmy się spóźniły na autobus to jeszcze by nas samochód rozjechał. Usiadłam się koło Juli a dziewczyny kilka siedzeń za mną.

*Z punktu widzenia Lili*

Zmęczona usiadłam przy oknie patrząc w okno. Kto normalny biega po galerii aby na autobus zdarzyć. No pewnie dużo ludzi już tak robiło ale my jak zawsze w dziwny sposób.
- Zabłądziłyście? – zapytał się mój kuzyn.
- Spadaj Kamil, zmęczone jesteśmy – szepnęłam. Pati wyciągnęła butelkę i jak najszybciej zaczęła pić. Konrad dla żartów podniósł do góry butelkę, kiedy Pati jeszcze piła i wylał wszystko na nią.
- Konrad! Zamorduje cię – brunetka odwróciła się do niego i zaczęła go dusić.
- Tyły proszę się nie gwałcić – krzyknął nauczyciel z początku autobusu.
- Proszę pana on jest idiotą! – warknęła Pati.
- Mokra na wejściu – zaśmiał się Kamil.
- Weź to nie jest śmieszne – spojrzałam na niego ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Nienawidzę cię – dodała brunetka ściągając czarną bluzkę i zostając w bokserce. Konrad dał jej swoją bluzę.
- Pati – szepnęłam szturchając ją w ramie.
- Spadaj… jestem w wariatkowie chce stad wyjść – syknęła siedząc z założonymi rekami.
- Jesteś trochę mokra – jęknęłam.
- I klejąca – przymrużyła oczy.
- Dziewczyny uważajcie z tym młotkiem bo spadł i nie możemy go założyć – powiedział Konrad grzebiąc coś przy młotku który znajdował się nad moją głową.
- Jebnij się nim w łeb – warknęła brunetka.
- Dobra najwyżej mnie zabije – spojrzałam w górę. Robiło się ciemno więc zasłoniliśmy okna a kierowca włączył zielone lampki które były na suficie. Pogłośnił muzykę i zrobiliśmy imprezę na kółkach.
- Kocham imprezy! – podniosłam rękę do góry z śmiechem.
- O matko, matko, matkoooo! – pisnęła Pati tuląc się do mnie, szarpiąc za rękę i rzucając się jak idiotka.
- Padaczkę masz? – przestraszona spojrzałam na nią.
- Skórcz w stopie! – jęknęła nadal się rzucając.
- Spokojnie zaraz wychodzimy – zaśmiała się – Kondzio koleżaneczka ma Skórcz w stopie – zanuciłam.
- Wymasować stópkę? – kopnął w jej siedzenie.
- Wynoś się! – warknęła krzycząc w torbę.
- Lili nie znęcaj się tak nad nią – powiedział Kamil.
- Nie obiecuje – wskazałam na niego. Kiedy wreszcie dojechaliśmy pod szkołę wszyscy wyszli szukając samochodów. Miałam jechać z Pati siostrą i Karoliną. Chwile czekałyśmy szukając Klaudii.
- Jutro w szkole oddaj mi bluzę – powiedział Konrad.
- Nie obiecuje – warknęła widząc że przyjechała Klaudia. Szybko wsiadłyśmy do samochodu odjeżdżając do domu.

*Z punku widzenia Pati*

*3 dni później*
- Powiedz wszystkim ze będę ich pamiętać… jeszcze testament spisze. Zaopiekuj się Łatkiem jak umrę. Widzę już tunel, zbliża się, jest coraz bliżej… wszystko wiruje – podniosłam rękę do góry.
- Bierz ten syrop i nie marudź – mama podała mi syrop i wyszła.
- Pati nie udawaj tak ze umierasz – jęknęła Karolina siedząc na łóżku.
- Posłuchaj – podniosłam głowę kaszląc – rozchorowałam się przez tego debila wiec trochę poudaje że ze mną krytycznie i nie pochodzę do szkoły, wszyscy szczęśliwi – wzruszyłam ramionami.
- Chce ci się siedzieć samej w domu przez tydzień? Nudzić się będziesz – jęknęła Karolina.
- Ja się nigdy nie nudzę – uśmiechnęłam się i usłyszałam że zbliża się mama. Szybko przykryłam się bardziej – Karolina to ty?
- Uduś się – zaśmiała się czerwona. Moja wina że zachorowałam? No raczej nie… a opcja zostanie w domu, nie chodzić do szkoły pasuje mi. Już niedługo wakacje wiec te kilka dni wolnego dobrze mi zrobi.
-----------------------
Nie chciałam tego robić ale chyba muszę... szantaż się zbliżą xD Przepraszam was ale coraz mniej komentarzy itd jest. Dajcie przynajmniej z 10-12 komentarzy a dodam następną notkę wkrótce. Wcześniej na pewno nie... sorkaaa xD